Elena:
Razem z Damonem szybko pognaliśmy w stronę chatki. Złapałam szybko telefon i wybrałam numer alarmowy. Damon pobiegł do lasu za podpalaczem. Byłam wściekła tym, że ktoś zniszczył nasze cudowne chwile.
Przyjechała straż po kilku minutach. Zgasili pożar. Domek był doszczędnie spalony i było mi z tego powodu bardzo przykro. Jeszcze czułam smród palącego się drewna. Moje myśli były poszarpane, nie miałam pojęcia kto mógłby być tak wredny.
- Jestem kochanie - odezwał się ktoś za moimi plecami. Od razu rozpoznałam ten głos. Jak zwykle zatroskany i opiekuńczy.
- Masz kogoś na myśli, kto mógłby to zrobić ? - zapytałam.
- Oczywiście. Nie kto inny jak Katherine. Któżby inny. Pieprzona suka ! Zawsze wszystko niszczy ! - Damon zaczął chodzić, w tę i spowrotem. Przy okazji swoją złość rozładował na drzewie, uderzając w nie. - Nigdy nie da mi spokoju ! Wszędzie wsadzi swój parszywy nos.
- Uspokój się Damon. Całe szczęście, że nie byliśmy wtedy w środku.. - zaczęłam go pocieszać.
- Gdyby nie to, moglibyśmy już dawno zajmować się czymś przyjemniejszym, niż teraz zamartwiać się co mamy począć - powiedział z ponurą miną.
- A co mamy zrobić ? - podeszłam do niego i objęłam jego śliczną twarz dłońmi. W jego oczach grały iskierki złości. - Nic nie poradzisz, stało się. Wracajmy do domu. Może uda nam się odratować jeszcze ten dzień, kochany - złapałam go za rękę i poprowadziłam do samochodu. Zabraliśmy jeszcze pozostałe rzeczy i ruszyliśmy w drogę. Nic tu po nas.
Damon:
Ciekawe co ta wredna wampirzyca chciała dzięki temu osiągnąć ? Jeszcze to teraz czuje jej smród. Na całe szczęście jest ze mną Elena, bo już dawno pozabijałbym jakieś niewinne dziewczyny. Ale nie mogę, przez Nią. Ona jest taka czysta i niewinna. Chcę zapomnieć o tej całej sprawie, chociaż na chwilę, i cieszyć się pozostałym dniem z moją Ukochaną. Złapałem ją za rękę, a ona odwzajemniła mi się uśmiechem. Jest taka piękna.
- Jak myślisz ? Czego chciała ? - zapytała.
- A jak myślisz ? Przecież to Katherine, ona nie potrzebuje żadnego powodu, może z nudów ? Nie potrafi sobie znaleźć innego zajęcia. Wredna... - powstrzymałem się od najgorszych wyzwisk.
- Kochanie, nie. - odparła ze spokojem.
- Prześpij się, jesteś zmęczona. Obudzę cię, gdy będziemy na miejscu. -
- No dobrze.. - zamknęła oczy. Jej ciemne rzęsy rzucały cień na różowe policzki. Nie pozwolę jej skrzywdzić, prędzej trafie do piekła, niż to się stanie..
*
*
*
Gdy wracaliśmy do Mystic Falls było już późno. Odwiozłem Elenę do domu.
- Widzimy się jutro, tak ? - zapytała, patrząc na mnie jak słodka kocica.
- Oczywiście, obudzę cię z samego ranka - uśmiechnąłem się.
- Do zobaczenia, kocham Cię, pamiętaj o tym - i złożyła słodki pocałunek na moich ustach. Zatopiłem się w nich. Pożegnałem się i odjechałem.
Stałem przed moim domem. Miałem zamiar właśnie wejść do środka, gdy poczułem ukłucie na szyi.
- Witaj, Damon. - ostatnie co usłyszałem to pogardliwy głos Katherine. Potem odleciałem..
Mam nadzieję, że się podoba :) poproszę o komentarze, przyjmę te dobre jak i te złe :D

Uuuuuuuuuu..! Katherine..<3 świetne
OdpowiedzUsuńAaa .. Katherine !! Nie wpadłam na to , nie chciało mi sie myśleć xD Świetne. Next <3
OdpowiedzUsuńheheh xd dziękuje :) następne jutro :P
OdpowiedzUsuń